Hotel, bo tyle właśnie po fińsku znaczy Hotelli, co ciekawe ponoć ma **** ale w środku nie wygląda jakoś – wszedzie dywany, które co tu dużo mówić zapodają kurzem i takim duchem czasu – po prostu czuć je na każdym kroku,
Śniadanko – hmm co tu bajki pisać, rano byłem nie tomny to nie w głowie było mi szukanie co jest w menu – proste dwie kanapeczki z serkiem i pomidorkiem, prosta herbatka i do roboty. Ogolnie smakowało ale szału nie robiło.
Ciekawostka dnia – na sniadaniu było obecne uwaga 3 osoby – Mikołaj, Grześ i ja
po ilości naszykowanego wrażenia jakie widziałem spodziewam się, że jesteśmy tutaj jedynymi gośćmi!!!!
Niestety w łazience jest jak w przysłowiowej psiarni – tak sakramencko zimno – ogrzewanie nie działa – wiedzą o tym, pani z recepcji się tłumaczyła ze padła jakaś pompa w 3-4 dni ma być naprawiona!!! w pokoju też nie za ciepło 17-18stopni.
Z hotelu do roboty jest dalej jak z Hovi o całe 11-12minut, teraz droga zajmuje nam plus minus 24minuty, nie jest zbyt przyjemnie ponieważ w Raahe teraz ostro daje się we znaki bryza i wieje do morza, że hej.
teraz pora powoli myśleć o rozprostowaniu kości tak więc prysznic i prosto do wyra bo tak tu zimno ze po wyjsciu jedyne co mozna zrobić to spac.
Do kolejnego wpisu