Protesty rolnicze – sytuacja rolników

W ostatnich dniach bardzo dużo pisze się, mówi się na temat sytuacji rolników, jak również całej branży rolnej. Rolnicy wyszli na ulice! Czy słusznie? Pozwólcie ze przedstawię swój punkt widzenia na ten problem. Czy protesty rolnicze są zasadne?

Do popełnienia tego wpisu nakłonił mnie wywiad radiowy RMF FM z panem Eugeniuszem Kłopotkiem z PSL, który to podobno jest szefem dużego – około 1000 ha gospodarstwa rolnego (państwowego jeszcze). Ten oto Pan wkurzył mnie nie miłosiernie jednym zdaniem, które w moim odczuciu prowadzi do skłócenia ludzi z miasta z rolnikami. Padło stwierdzenie w stylu: rolnicy opamiętajcie się, przecież dostajecie 1000 zł dopłat do hektara. To własnie mnie zagotowało.

Jednym zdaniem można wywołać bardzo fajną wojnę. Ludzie z miasta myślą – kurde ile ja muszę pracować aby dostać 1000 zł. Jest sobie taki chłopek roztropek, ma 30ha (tak jak ma mój brat) i dostaje sobie 30 tysięcy złotych rocznie – bagatela 2500 zł miesięcznie. Trzeba się natyrać w miesicie aby taką kasę przytulić, co nie?

W pełni tutaj rozumiem takie myślenie i je popieram. Za darmo 30.000 PLN (słownie: trzydzieści tysięcy złotych) rocznie – SUPER!

Takie są realia, rolnicy dostają dopłaty z Unii i od naszego rządu.

Pytanie, czemu? po co? dlaczego? rolnicy, polscy rolnicy dostają dopłaty?

Odpowiedz jest prostsza niż Wam wszystkim się wydaje. Polski rolnik dostaje dopłaty bo cały świat dostaje. Rolnictwo od bardzo dawna jest dotowane. Ciężko mi teraz nawet powiedzieć od kiedy i w jakim wymiarze, na pewno od czasów wspólnoty europejskiej – jakkolwiek ona się nazywała. EU dotuje rolnictwo, USA dotuje rolnictwo, Ameryka Południowa dotuje rolnictwo, Chiny dotują rolnictwo.

Mamy taki przykład – polski rolnik dostaje 1000zł dopłaty, sprzedaje pszenicę po cenie „rynkowej”, która jest bardzo mocno ustawiona politycznie przez układ EU/USA/CHINY i coś na tym zarabia. Ile zarabia? Zacytuję tutaj Wielkopolską Izbę Rolniczą (www.wir.org.pl) i jej kalkulacje dochodowści na pszenicy, które wg wielu moich znajomych  fachowców od rolnictwa są uważane za słuszne (prawidłowe).

Wg tych oto zacytowanych wyliczeń (uwzględniając dopłaty obszarowe), polski rolnik na tonie pszenicy zarobił 1053zł, czyli po odjęciu dopłaty około 53 złote. Biorąc pod uwagę fakt, iż gospodarstwa uważane za dochodowe mają 15ha i więcej taki rolnik zarobił 15×1053 czyli 15795 zł w 2014 roku, co po przeliczeniu na miesiąc daje nam 1316zł. Teraz wyobraźmy sobie sytuację ze dopłaty nie ma – ten sam rolnik zarabia 53 zł na miesiąc. Co wy na to? Przypomnijcie mi proszę jaka jest minimalna pensja w PL?

Dobrze polski rolnik ma dopłatę, ale chcąc nie chcąc żyje w EU. Jaką dopłatę ma nasz zachodni sąsiad, do tej samej produkowanej pszenicy, gdzie ciągniki kosztują tyle samo, ON kosztuje tyle samo, nawozy też, środki ochrony roślin też? No jak myślicie? Ile?

No właśnie problem w tym, że 346 E, a w Grecji czy na Malcie nawet 500 E do 1 ha, za to na Łotwie ledwo przekracza 100 E.

Mam nadzieje ze w tym świetle trochę inaczej popatrzycie na rolników i całe rolnictwo.

Wielu nam zarzuca, że nie umiemy zarządzać, nie umiemy inwestować i przez to nie stać nas na spłatę tych super hiper ciągników za 150, 200, 300 czy nawet 500 tysięcy złotych ciągników które jadą na Warszawę.

To jest gospodarka sterowana na linii Bruksela – Waszyngton – Pekin. Polski rolnik ma gówno do gadania. Mój brat rok temu sprzedawał 1 świenię (120kg wagi) za 700zł, dziś sprzedaje ją za 350zł i nie ma gdzie i jak sprzedać drożej. 3 lata temu w ówczesnej sytuacji podjął decyzję o inwestycji. Zainwestował w kombajn za kupę siana. Czy bank teraz to obchodzi ze świnia jest za 350 zł? Rata jest do spłaty i tyle, koniec kropka.

Wracając do sedna sprawy. Rolnicy dostają dopłaty, ale będąc w Unii, będąc w Europie, będąc w dzisiejszym Świecie – muszą je dostać, inaczej wielu z was drodzy, szczególnie ci z miasta na chleb w piekarni patrzyłoby prawie jak na BMW w salonie. Rolnicy żyją w bardzo mocno sterowanych realiach, niby mówi się o gospodarce wolnorynkowej a tu jest guzik z pętelką a nie wolny rynek. Kwoty mleczne, kwoty cukrowe, limity, embarga i Bóg wie co jeszcze.

Nie dajcie się wymanewrować politykom, którzy mówią to co muszą aby mieć poparcie. Zainteresujcie się. Macie głowy na karku to myślcie!

Bardzo dobrze ze rolnicy wyszli, pokazali swoją sytuację – dyskusyjna dla mnie jest tylko forma i ludzie którzy stoją na czele tego pochodu, ale o tym już za parę dni…

Więcej o protestach rolniczych przeczytacie na Największym portalu rolniczym – AgroFoto.pl