Z racji weekendu i ślicznej pogody postanowiliśmy ruszyć nasze tyłki i zrobić sobie tour do o koła zatoki, no może tylko jej części, nie mniej z racji tego ze od morza wiało to szybko robiło się zimno, sakramencko zimno, bo jakby nie patrzeć prognoza mówi, że dziś mamy -6, -7.
Było bardzo fajnie, gdyby nie ten wiatr to można by było pochodzić dłużej a tak to zrobiliśmy tylko 2 godzinki. Może jeszcze wieczorem zrobimy jakiś 2 spacerek.
Nie mniej udało mi się popełnić kilka ciekawszych (mam nadzieje) fotek.
Niestety nie mam jak ich obrobić z racji tego ze na lapku mam tylko picasse a poza tym jakość matrycy w tym służbowym dellu to idź i nie wracaj, nie mniej zapraszam do obejrzenia kilku fot, no może kilkunastu












Dziś przeżyłem szok – po raz pierwszy zobaczyłem takie duże białe coś na niebie co sakramencko mocno świeciło – tak to było słońce – po raz pierwszy od 20 listpada zobaczyłem na tej ziemi słońce. Pierwszy raz w zyciu widziałem zeby słonce w południe ledwo wychodziło ponad 2 piętrowy (parter i piętro) budynek, rzeczywiscie – chyba jesteśmy daleko na północy.
Fajnie, że jest jasno gorzej ze mamy obecnie wyż dzięki któremu temp poszła w dół i mimo ze nad morzem to jest około -20s C, odczuwalna raczej niżej. Dla przykładu dzis po 10 minutach intensywnego marszu czułem, że mnie szczypie skóra na udach, nie mówiąc o tym jak bardzo piekły mnie ręce kiedy wyciągnąłem je z kieszeni kurtki – uwaga miałem „dobre”, tak mi sie do dzis wydawało, polarowe rękawiczki z jakims Thinsulatem czy innym badziewiem, jednak to jest dobre w pewnych umiarkowanych granicach. Co za dużo to jednak nie zdrowo.
Ile może padać snieg non stop? myslałem, że pół dnia, no może cały dzień.
Myliłem się, tutaj pada od poniedziałku wieczorem i nie zanosi się aby miało przestać…
nie mniej zrobiło się zimno – bynajmniej nie ma chlapy ale ranny spacerek do pracy przestaje być przyjemny, zobaczymy co bedzie dalej – na jutro zapowiadają -18 więc zobaczymy jak tu będzie
Hotel, bo tyle właśnie po fińsku znaczy Hotelli, co ciekawe ponoć ma **** ale w środku nie wygląda jakoś – wszedzie dywany, które co tu dużo mówić zapodają kurzem i takim duchem czasu – po prostu czuć je na każdym kroku,
Śniadanko – hmm co tu bajki pisać, rano byłem nie tomny to nie w głowie było mi szukanie co jest w menu – proste dwie kanapeczki z serkiem i pomidorkiem, prosta herbatka i do roboty. Ogolnie smakowało ale szału nie robiło.
Ciekawostka dnia – na sniadaniu było obecne uwaga 3 osoby – Mikołaj, Grześ i ja
po ilości naszykowanego wrażenia jakie widziałem spodziewam się, że jesteśmy tutaj jedynymi gośćmi!!!!
Niestety w łazience jest jak w przysłowiowej psiarni – tak sakramencko zimno – ogrzewanie nie działa – wiedzą o tym, pani z recepcji się tłumaczyła ze padła jakaś pompa w 3-4 dni ma być naprawiona!!! w pokoju też nie za ciepło 17-18stopni.
Z hotelu do roboty jest dalej jak z Hovi o całe 11-12minut, teraz droga zajmuje nam plus minus 24minuty, nie jest zbyt przyjemnie ponieważ w Raahe teraz ostro daje się we znaki bryza i wieje do morza, że hej.
teraz pora powoli myśleć o rozprostowaniu kości tak więc prysznic i prosto do wyra bo tak tu zimno ze po wyjsciu jedyne co mozna zrobić to spac.
Do kolejnego wpisu